wa się komplikuje w przypadku „wojen domowych", niełatwo bowiem odróżnić skutki .

Kilka kroków przed nią stał koń. Zamrugała. To nie było złudzenie. To był naprawdę koń. Konik. Młody konik, prawie źrebak. Oprzytomniała. Oblizała spękane usta i bezwiednie chrząknęła. Konik podskoczył i odbiegł, zgrzytając kopytami po żwirze. Poruszał się bardzo dziwnie i maść też miał nietypową - ni to bułaną, ni to szarą. Ale może tylko wydawał się taki, bo stał na tle słońca. Konik prychnął i postąpił kilka kroczków. Teraz widziała go lepiej. Na tyle, by oprócz faktycznie nietypowej maści natychmiast zauważyć dziwne nieprawidłowości budowy - małą głowę, niezwykłą smukłość szyi, cieniutkie pęciny, długi, obfity ogon. Konik zatrzymał się i spojrzał na nią, odwracając łeb profilem. Ciri westchnęła bezgłośnie. Z wysklepionego czoła konika sterczał róg, długi na conajmniej dwie piędzi.. I pożałował Zakon wyboru. Dostojnicy krzyżaccy, którym zdawało się, że znają wielkiego księcia, znali go nie dość jeszcze, albowiem Witold nie tylko przysądził Drezdenko Polakom, lecz wiedząc zarazem i odgadując, na czym się sprawa skończyć musi - podniósł znów Żmujdź i coraz groźniejsze ukazując Zakonowi oblicze jął ją wspomagać ludźmi, orężem i zbożem z żyznych ziem polskich nadsyłanym.. Przypomniała sobie, że dzisiaj przecież nie jedzie do szkoły. Nie trzeba się więc śpieszyć. Jej koleżanki z piątego kursu będą zdziwione. Jutro musi pojechać, boby pan profesor pomyślał, że... Ale nic by nie pomyślał! Wszak i tak dyrekcja seminarium dowie się o nieszczęściu, jakie spotkało ojca, Hanyska i ją samą. Chyba ojciec nie umrze! Jezusku, nie może umrzeć!... Otrząsnęła się przestraszona tamtą okropną myślą.. . Tuż za hotelem brukowana droga. - Każdy biznesmen z głową na karku chętnie oddałby własne jaja, żeby taki chłopak robił u niego za kierowcę. Będą go trzymać, ile się tylko da, zobaczysz - dodał z mądrą miną, poklepując się po kieszeni w poszukiwaniu zapalniczki, którą ciągle zostawiał na biurku. Generał patrzył na ochroniarzy z wyraźną satysfakcją. Widok trzech uzbrojonych mężczyzn chłonął z niemal orgazmiczną rozkoszą, wiedząc, że musi otaczać się takimi ludźmi, jeśli ma dalej prowadzić interesy, jakie prowadził. Zdawał sobie sprawę, że nie do przewidzenia jest, ilu spośród stu siedemdziesięciu handlarzy popadnie w kłopoty mimo niezwykle starannego szkolenia, mimo sprzętu, zabezpieczenia oraz wsparcia osobistego i prawnego, jakie on, Pilgrim i Locotta inwestowali w tę operację. Wieczne problemy z usatysfakcjonowaniem miękkomózgich klientów. Wieczne problemy z obserwowaniem działalności i dogadywaniem się z natrętnymi agentami oraz z siecią częściowo przez nich kontrolowanych informatorów. Wieczne problemy ze sprawdzaniem świeżych cynków. Wieczne problemy z nie zorganizowaną konkurencją, z wolnymi strzelcami, którzy sami przerzucali towar przez granicę w Tijuanie i sprzedawali go po zaniżonych cenach. I, co było równie niebezpieczne i zdradzieckie, wieczne problemy ze zwalczaniem straszliwej pokusy zrobienia łatwych pieniędzy. Zirytowany Generał pokręcił głową, przypominając sobie, że trzeba zastąpić kimś MacKenziego, i to szybko. Po uniwersyteckim kampusie chodziło zbyt dużo forsy i dwóch handlarzy to z pewnością za mało. W sumie jest jeszcze gorzej niż w wojsku - gderał w duchu, po raz kolejny narzekając na nie kończącą się papierkową robotę związaną z hurtowym handlem narkotykami. Na robotę, której nie mógł - jak w wojsku - przekazać sztabowi posłusznych oficerów i sekretarzy. W kruchym światku hurtownika,gdzie informacja często przebijała ceną towar, kiepsko zabezpieczona dokumentacja była równie śmiertelnym zagrożeniem, jak kula. I chyba lepsza już kula niż dwadzieścia lat federalnego więzienia. Generał aż się wzdrygnął. A wszystko to sprawia, że przywódca taki jak ja ma cholernie ciężkie życie - dumał. Prowadzić księgowość, robić za urzędasa - można się przy tym usrać, nawet jeśli podarowali ci komputer, nawet jeśli ma to pewien sens, gdyż ochrania organizację przed penetracją z zewnątrz. I o to właśnie chodzi - skonstatował. Musisz ochraniać organizację, choćby dla ochrony własnej, bo w przeciwnym wypadku szybko stwierdzisz, że przepadłeś. Na twoje miejsce zawsze ktoś czyha, gotów w każdej chwili je zająć. Tak, w każdej chwili... Generał doskonale zdawał sobie sprawę, że jest tylko jednym z dziewięciu hurtowników podlegającym Pilgrimowi i że odpowiada za ledwie jeden z dziewięciu sektorów, na który składają się okręgi San Diego, Imperial i Riverside. Był to obszar stanowiący zaledwie jedną trzecią imperium Jake'a Locotty. Jeśli zaś chodzi o jego status w organizacji, Generał wiedział, że jest tylko jednym z co najmniej trzydziestu hurtowników. Ot, starszym oficerem, jakby na to nie patrzeć. Podobnie jak w karierze wojskowej, Generał już dawno zaakceptował fakt, że najwyższe szczeble w organizacji są poza jego zasięgiem. Już nigdy nie będzie nosił trzech, tym bardziej czterech gwiazdek. Los tak właśnie rozdał karty i Generał przyjął to bez słowa skargi, jak na żołnierza przystało. Ale jedna czy dwie... Hmm, to zupełnie inna sprawa. Uważał, że hurtownik odpowiada rangą generałowi brygady. Tak, generałowi brygady, bez dwóch zdań. Co znaczyło, że Jimmy Pilgrim jest generałem dywizji i nosi dwie gwiazdki. Kurwa. Generał był święcie przekonany, że jest idealnym kandydatem na stanowisko Pilgrima i że pewnego dnia je obejmie. Może już wkrótce. Miał bez wątpienia lepsze kwalifikacje niż ten szemrany alfons Tęcza, który w życiu nie zrozumie taktycznej wartości odpowiedniego kamuflażu i działania na polu walki, nie wspominając już o funkcjonowaniu systemu dowodzenia. Rozmyślania przerwał mu czyjś głos: - Przed wyjściem mam panu przekazać wiadomość, panie generale - powtórzył szef ochroniarzy; wiedział, że stary hurtownik pogrąża się czasem w głębokiej zadumie, zdążył już do tego przywyknąć.. Nie zamilczę też o innym jego dziecięcym czynie, podobnym do poprzedniego, choć wiem, że rywalom nie we wszystkim będę się podobał. Tenże chłopiec, wędrując z kilku towarzyszami po lesie, zatrzymał się przypadkiem na nieco wzniesionym miejscu i spoglądając w dół tu i ówdzie, zobaczył, jak olbrzymi niedźwiedź zabawiał się z niedźwiedzicą. Ujrzawszy to, natychmiast kazał się innym zatrzymać, a sam zjechał na równinę i bez trwogi zbliżył się na koniu do krwiożerczych bestyj; kiedy zaś niedźwiedź zwrócił się przeciw niemu z podniesionymi łapami, przebił go oszczepem. Czyn ten w wielki podziw wprawił obecnych tam, a tym, którzy nie widzieli, należało o tym opowiedzieć ze względu na tak niezwykłą odwagę chłopca. [13].